premiera: 19 września 2020

#8 KONCERT:
przeszłość, pamięć, nostalgia…

Eugeniusz Knapik, Corale, interludio e aria na flet, klawesyn i zespół smyczkowy (1978)
Wyk. AUKSO

Aleksander Nowak, Naninana na amplifikowany instrument klawiszowy, orkiestrę smyczkową w dwóch grupach (2015)
Wyk. AUKSO

Paweł Malinowski, Dziś wydaje mi się, że jest lepiej na zespół, elektronikę i wideo (2016)
Wyk. Spółdzielnia Muzyczna contemporary ensemble, Przemek Kunda (elektronika)

Henryk Mikołaj Górecki, Małe requiem dla pewnej polki op. 66 na fortepian i 13 instrumentów (1993)
Wyk. Anna Górecka, Warsaw Philharmonic Orchestra, Antoni Wit

Posłuchaj*:

*Utworów na spotify można w całości wysłuchać TUTAJ

Corale, interludio e aria Eugeniusza Knapika jest kompozycją, która wyznacza ważny przełom w historii muzyki polskiej drugiej połowy XX wieku. Utwór powstał specjalnie dla organizowanego na fali odwilży Festiwalu Młodzi Muzycy Młodemu Miastu w Stalowej Woli, którego pomysłodawcą i spirytus movens był Krzysztof Droba (jemu też został dedykowany). Kompozytor pisał go z myślą o konkursie kompozytorskim odbywającym się w ramach tego wydarzenia, który – jak wspomina – „miał na celu uchwycenie w twórczości naszego pokolenia tego, co wyrażałoby idee i poglądy artystyczne na wolność, niezależność i oryginalność w sztuce. Były to lata niespełnionych nadziei modernizmu i powstawania jego postmodernistycznej hybrydy”. Po zachłyśnięciu się awangardą w muzyce i możliwościami sonoryzmu lat sześćdziesiątych, coraz częściej pojawiała się wśród młodych twórców tęsknota za tym, co poruszające, ekspresyjne, piękne i proste. Tęsknoty te znalazły wyraz między innymi właśnie w Corale, interludio e aria Knapika, kompozycji, która zdobyła pierwszą nagrodę we wspomnianym konkursie w ramach Festiwalu MMMM, wpisujące się w nurt nazwany później „nowym romantyzmem” lub „nowym humanizmem”.


Knapik pokazał, że potrafi wykreować liryczny, a jednocześnie nowoczesny świat dźwiękowy. […] Utwór przedstawia fascynująco świeżą kompozytorską wizję, łączącą świat poszukiwań sonorystycznych z pięknem lirycznej melodii. Niebanalny urok tej kompozycji do dziś fascynuje, pozostając świadectwem przenikania się dwóch, dotychczas niezależnych muzycznych światów.

Beata Bolesławska


Kompozytor, nie stroniąc od współczesnych, awangardowych technik wykonawczych, stworzył dzieło, w którym na pierwszy plan wychodzą elementy odrzucane wcześniej przez awangardę: melodia i harmonia. Utwór ma dwie główne części połączone krótkim interludium. Pierwszą z nich Knapik określa jako „studium harmonii”, w którym „gra napięć wynika z sekwencji dwudźwiękowych współbrzmień”. Jest to muzyka niezwykle intensywna, chwilami agresywna, a chwilami tajemnicza – wszystko za sprawą umiejętnego operowania barwami orkiestry, w której wyraźnie zaznaczają się ostre, jak gdyby skandowane akordy klawesynu. Z kolei w kantylenowej Arii te same instrumenty brzmią już zupełnie inaczej, łączą się i delikatnie stapiają w prostych, śpiewnych, przepływających frazach, nieustannie narastając. Kompozytor pisze, że część ta jest „w całości niekończącą się melodią, wspartą na jednostajnie pulsującej materii dźwiękowej; pochwałą melodii i sił tkwiących w horyzontalnym następstwie dźwięków”.

Narodowy Instytut Audiowizualni (NINA) zamówił na otwarcie nowej siedziby w 2015 roku kompozycję u Aleksandra Nowaka. Tytuł powstałej na tę okazję kompozycji, Naninana, jest miłym ukłonem w stronę nazwy instytucji zamawiającej, zaś sama muzyka odsyła do wspomnień i przeszłości, ma w sobie jakiś rys nostalgii i pożegnania. Kompozytor pisze, że jest to utwór „na temat szczególnego rodzaju nieobecności. Można tę nieobecność określić jako odczuwaną, ale trudną do zrozumienia. Jest tu wiele elementów, które mogą taką nieobecność obrazować”. Nowak dodaje w jednym z wywiadów, że temat ten sam rozumie w tym kontekście dwojako. Z jednej strony nawiązuje do znanego naukowego paradoksu, tzw. koncepcji „Kota Schroedingera”. Stąd też wzięło się motto, które Nowak dołączył do utworu – krótki anonimowy wiersz:


Gdzie, ach gdzie
jest ów kot co jest
i go nie ma?


Z jednej strony mamy więc zwrot w stronę pierwiastka rozumowego, poczucia logiki i zdrowego rozsądku. Z drugiej jednak kompozytor odwołuje się do tego, co ludzkie i emocjonalne, do własnych prywatnych wspomnień. Mówi: „tutaj też jest odniesienie do pewnej konkretnej, nieżyjącej już osoby, lecz jej personalia niech pozostaną tajemnicą”. Melancholijny wydźwięk kompozycji na poziomie czysto muzycznym osiąga dodatkowo poprzez sięgnięcie po specyficzne, ciepłe brzmienie Rhodesa (Fender Rhodes Stage Piano), kultowego instrumentu klawiszowego z lat siedemdziesiątych XX wieku, który słyszymy m.in. w solówce Raya Manzarka w Riders on the Storm (The Doors). Tutaj, w utworze Nowaka, wykonujący swoją na poły improwizowaną partię pianista również ma pole do popisu, zaś kolejnych jakości dodaje subtelna amplifikacja.


Błyskotliwy koncert na oldskulowy instrument klawiszowy i orkiestrę smyczkową stereo oferuje czystą przyjemność słuchania. […] Warto zwrócić uwagę na spektrum barw tego pozornie ubogiego instrumentu: od przesterowanego fortissimo w kulminacji, przez czelestopodobne pasaże w kadencji, po pomruki staccato (oddzielanymi od siebie dźwiękami) w początku części trzeciej.

Jan Topolski


Charakterystyczne brzmienie Rhodesa nie byłoby tak wymowne, gdyby nie to, w co zostało oprawione. Smyczkowy akompaniament, polifonizujący, to znów akordowy, podąża za partią solisty i podkreśla ją, ale tworzy też w stosunku do niej silnie wyczuwalną opozycję: barwa o silnej klasycznej tradycji, związana głównie z muzyka poważną, i ta zupełnie nowoczesna, kojarząca się w pierwszej linii z kulturą popularną, rozrywkową. Nowak nie boi się mieszać tych znaczeń, osiągając muzykę o niezwykłym klimacie retro z cieniem sentymentu.

Z kolei Paweł Malinowski, kompozytor młodego pokolenia, w utworze Dziś wydaje mi się, że jest lepiej z 2016 roku sięga poza znaczenia czysto muzyczne do konkretnego momentu w przeszłości, do czasów polskiej transformacji gospodarczej. Niewyraźne, lekko zabarwione nostalgią wspomnienia, autentyczne cytaty z nagranych wypowiedzi, a w końcu symboliczne widoki czy miejsca – wszystko to staje się nie tylko pretekstem dla stworzenia kompozycji, ale także jej treścią. Premiera utworu została uznana przez Krzysztofa Stefańskiego za jedną z najważniejszych w roku 2017 w rankingu prowadzonym na blogu niby-tygodnik, zaś Jan Topolski pisał, że jest


[…] to bezprecedensowe na gruncie muzyki współczesnej rozliczenie z polskim turbokapitalizmem. Zsamplowane fragmenty sondy ulicznej o pieniądzach i konferencji Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz sygnały modemów i klawiszy od początku osadzają całość w czasie i miejscu. […] Czy stare faktycznie ustąpiło miejsca nowemu i lepszemu czy może, jak mówi jedna z pytanych, „wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle”? Utwór Pawła Malinowskiego przez dobór i opracowanie materiału można odczytywać jako muzyczne ucieleśnienie pamięci kolektywnej. 

Jan Topolski


Kompozycja ma charakter wielowarstwowy, multimedialny. Akustyczne brzmienia zespołu łączą się z partią elektroniki – w niej usłyszymy między innymi powracające skrawki archiwalnych wypowiedzi, które w kulminacji zaczynają się nawarstwiać, zatracając sens słowny i tworząc masę o niemal muzycznym charakterze. Kompozytor wyjaśnia w jednym z wywiadów:


Nagrania są akurat z 1994, wtedy się urodziłem. Dorastałem w Polsce potransformacyjnej i pamiętam, że od dziecka przewijały się pytania – jaki jest ten nasz kraj? Taki średni? Wszystko wokół było średnie. Potem spotkałem się z czarno-białą narracją o historii, szczególnie w szkole, z podziałem na dobrych i złych. […] Pamiętam dobrze rodzinny Olsztyn, ale zwiedzałem też Warszawę i ona ma znaczenie bardziej uniwersalne. Dlatego napisałem ten utwór, który w założeniu ma dotyczyć nie tylko mojej osoby, ale także innych. Zdaję sobie sprawę, że inne pokolenia odczytają Dziś wydaje mi się… inaczej. Wolałem chyba zadać pytanie niż na nie odpowiedzieć – dlatego użyłem sampli wypowiedzi, które ułożone bezpośrednio obok siebie mogą do pewnego stopnia sobie przeczyć.

Paweł Malinowski


W ważnych momentach kompozycji pojawia się również wideo (autorstwa Konrada Żukowskiego): przebłyski muzyków (w przytaczanym wykonaniu są to członkowie Spółdzielni Muzycznej contemporary ensemble) grających drobne, wyraziste motywy. Dziś wydaje się, że jest lepiej to umiejętne połączenie intencjonalnego gestu, znaczącego obrazu, brzmień zupełnie trywialnych, jak dzwonki i sygnały telefoniczne wtopione w elektronikę na samym początku utworu, z tymi najbardziej wysmakowanymi – niespokojną instrumentalną narracją w jego dalszym ciągu. Samo zakończenie, w którym oglądamy powoli prześwietlane zdjęcie symboli centrum Warszawy na tle wymownego, nostalgicznie-niepokojącego akompaniamentu, daje do myślenia i pozwala wybrzmieć zakodowanym w muzyce znaczeniom.

Henryk Mikołaj Górecki skomponował Małe Requiem dla pewnej Polki op. 66 na zamówienie amsterdamskiego Holland Festival i zespołu Schönberg Ensemble w 1993 roku, jednak do dziś tajemnica nazwy utworu pozostaje nieodgadniona. Określenie requiem nie odsyła tutaj wprost do wyznaczników gatunkowych tradycyjnej wokalno-instrumentalnej mszy za zmarłych, lecz jest raczej sugestią odnoszącą się do szczególnej atmosfery dzieła. Odnajdziemy w nim przede wszystkim ton refleksyjny i żałobny, ale także zaskakujące połączenie głębokiego dramatyzmu i groteski. Charakter muzyki wskazuje na przesłanie natury osobistej, intymnej. Z jednej strony muzykę interpretować można więc jako rodzaj symbolicznego pożegnania z kimś, być może bliską osobą czy – idąc tropem tytułu – kobietą polskiej narodowości. Ale tytułowa „polka” może odnosić się także do nazwy tradycyjnego czeskiego tańca, który pojawia się w przedostatniej z czterech części kompozycji.


Osobliwa i zagadkowa to kompozycja Henryka Mikołaja Góreckiego. Autor nigdy nie wyjawił genezy tytułu, wspomniał jedynie, że rzecz jest świadectwem smutku, jaki ogarnął go po rozpadzie Czechosłowacji. I to jest chyba trop w zrozumieniu utworu właściwy. W dziele wszak zawarta zdaje się być tęsknota i nostalgia, właściwa naszym południowym sąsiadom melancholia, zakryta nierzadko pozorną wesołością (wesołkowatością?) i cyrkową wręcz błazenadą. Ów „uśmiech przez łzy” odzwierciedla użyty dźwiękowy materiał.

Notka prasowa TVP Kultura (źródło)


W kompozycji nie brakuje momentów poruszających, a jednocześnie skomponowanych za pomocą najprostszych środków: rozciągniętych w czasie powtórzeń, czystych współbrzmień, melodii o ludowym zabarwieniu i symbolicznej kolorystyki instrumentalnej. W początkowym Tranquillo  i finałowym Adagio-cantabile powracają ciche uderzenia dzwonów rurowych (obecne też w pod koniec drugiego ogniwa), które kojarzyć mogą się nam ze zwiastującym pogrzebowe nabożeństwa posępnym brzmieniem dzwonów kościelnych. Obie te części wypełnia liryzm, smutek i spokojna kontemplacja: w delikatnych, naiwnych motywach fortepianu do którego dołącza śpiew skrzypiec (w pierwszym ogniwie) oraz powolnych, pełnych wyrazu fraz instrumentów smyczkowych (w ogniwie ostatnim). Tym większy kontrast w stosunku do nich wprowadzają części środkowe. W Allegro impetuoso-marcatissimo obsesyjne repetycje motywów instrumentów i wściekłych akordów fortepianu dętych brzmią ostro i wymownie, jak przestroga zawarta w słowach incipitu Dies irae. Z kolei żywiołowy taniec w Allegro-deciso assai, dopełnia całości o jakiś karykaturalny, diaboliczny, ale i głęboko tragiczny pierwiastek.

Karolina Dąbek