premiera: 26 września 2020

#9 KONCERT:
przyszłość, cyberkultura, postinternet… –

Jacek Sotomski, Wędkarze – akt 2 scena 1 CREDOPOLU na sześcioro wykonawców i wideo (2018)
Wyk. Kompopolex, Maciej Koczur (dyrygent), Barbara Kinga Majewska (sopran)

Teoniki Rożynek, The Most Satisfying Music na perkusję i audio playback (2017)
Wyk. Aleksander Wnuk, Michał Jedynak

Marta Śniady, in the pink na dwie marimby, audio playback i wideo (2018)
Wyk. Dalbergia Duo (Anna Rutkowska i Kamila Siedler-Smuga)

Jagoda Szmytka, Real Life Song na głos i zespół instrumentalny, fragment Limbo Lander, teatru muzycznego z rozszerzeniem w mediach społecznościowych (2014)
Wyk. Joanna Freszel, Agata Igras-Sawicka, Łukasz Piotrowski, Marek Szlezer, Maksymilian Grzesiak, Jan Kalinowski, Andrzej Kopeć, Marta Kluczyńska (dyrygent)

Cezary Duchnowski, Parallels na fortepian, keyboard mini, perkusję i wiolonczelę (2014)
Wyk. Spółdzielnia Muzyczna contemporary ensemble

Posłuchaj:

Utwory Jacka Sotomskiego rzucają się w oczy. Jego trudny do podrobienia styl polega na pozornie bezkrytycznym eklektyzmie, chłonięciu i miksowaniu internetowych memów, filmików, strywializowanych symboli i podniosłych haseł. W warstwie dźwiękowej nie boi się zaś sięgać po środki proste, nieraz wręcz banalne, na równi z technikami współczesnego warsztatu kompozytorskiego. CREDOPOL, kompozycja z 2018 roku, odnosi się do wszystkiego, co związane z Polską, polskich absurdów i mentalności; to balansujący na granicy ironii i sentymentu komentarz otaczającej nas rzeczywistości.


CREDOPOLU przywołane jest nie bez powodu nazwisko Doroty Masłowskiej – kompozytor trochę jest Masłowską z jej antropologiczno-ironicznym dystansem, ale trochę też uchyla się od komentowania tego, co widzi; […] granica między ekranem a krzesłem słuchacza zostaje rozpuszczona, całość zaczyna być postrzegana jako przestrzeń wspólna, tworząc w efekcie dość powszechną dziś iluzję, że internet nie jest tylko tam, na ekranie, że jest prawdziwym światem.

Adam Suprymowicz


Kompozytor pisze skromnie, że jest to „w dużym skrócie utwór o osobistej perspektywie postrzegania Polski i częstej niemożności zrozumienia zaobserwowanych fenomenów ̄\_(ツ)_/ ̄ ”.  Wykrojone z sieci śmieszne obrazki, stare youtubowe hity czy wygrzebane z internetowych forów teksty zakomponowane zostają w surrealistyczny dźwiękowy kolaż. W części Wędkarze (akt II, scena I) nieustanny napływ różnorodnych elementów zostaje powstrzymany. Sennej, powolnej recytacji towarzyszą syntetyczne barwy akompaniamentu, w którym czuje ucho wysłyszy znajome harmonie chopinowskiego Preludium deszczowego e-moll. Zarówno tekst autorstwa Weroniki Murek – nonsensowna, pełna dźwięcznych zestrojeń opowieść o „dwóch wędkarzach na krze”, jak i wideo – mieniące się ujęcia umykających przed drapieżnikami latających ryb, składają się na odrealniony, kołysankowy charakter skrajnych ogniw. W środkowym zaś głos zabiera sam kompozytor wprowadzając klimat vloga z groteskową meta-narracją.

Istnieją pewne brzmienia, których pełnego oddziaływania doświadczymy nie na koncercie filharmonicznej sali, ale słuchając samotnie, w skupieniu, z własnego komputera. Do zjawiska ASMR sięga w swojej kompozycji The Most Satisfying Music Teoniki Rożynek. Może ono powstawać za sprawą bodźców wizualnych, dotykowych, zapachowych i słuchowych. W dziedzinie muzyki polega na wywoływaniu przyjemnego uczucia mrowienia lub odprężenia jako reakcji na ciche, łagodne dźwięki, które za pomocą specjalnego, czułego nagłośnienia będą brzmieć bardzo wyraźnie, jakby tuż przy naszym uchu.


Te elementy spotykają się także w fascynującym performatywnie i brzmieniowo utworze „the most satisfying music” (2017) na perkusję i audio playback […]. W wersji Rożynek wszystkie odgłosy wytwarza duet perkusistów Michał Jedynak i Aleksander Wnuk, obsługujący tylko dwa instrumenty (hi hat i werbel) oraz parę przedmiotów. Na amplifikowanych stołach leżą taśmy klejące i magnetofonowe, które są powoli rozwijane tuż przed mikrofonami, zaś pokryte gąbką główki tychże pocierane są pędzelkami.

Jan Topolski


Świetnie rozplanowana forma utworu, ciche szelesty, szepty, zniekształcone brzmienia, a także umiejętne dawkowanie efektownych przejść i dynamicznego pulsowania, nie pozwalają ani na chwilę oderwać się od muzyki. Szczególnie, jeśli słucha się jej – zgodnie z zaleceniem kompozytorki – nie z głośników, ale (koniecznie!) przez słuchawki. Topolski dodaje: „Utwór robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza w finale, gdy z szmerów i szelestów spada nieoczekiwanie kaskada rytmów”.

Fragmenty reklam, przekazów marketingowych czy zamieszczanych w internecie treści pojawiają się w kompozycji in the pink Marty Śniady, przeznaczonej na duet marimbowy, elektronikę i wideo. Tematem utworu jest wszechobecna pogoń za zbanalizowanym ideałem piękna, perfekcją i młodością, kreowanym we współczesnych przekazach medialnych. Kompozytorka podkreśla, jak ważna jest dla niej warstwa wizualna – uważna obserwacja wykonania pozwala odkryć niewykrywalne słuchowo zależności, a co za tym idzie – ukryte w kompozycji sensy. Obraz i dźwięk, gest wizualny i gest muzyczny uwikłane są w sieć wzajemnych relacji, oddziałują na siebie i wchodzą w reakcje. Śniady opowiada, że w przypadku pracy nad kompozycją z wideo:


[…] zaczynam od pewnej przestrzeni tematycznej, którą chcę eksplorować, w przypadku in the pink miałam do dyspozycji dwie perkusistki, co stanowiło impuls, żeby coś zrobić w temacie genderowym. W tym momencie zaczynam przeszukiwać YouTube’a pod tym kątem, wybieram rzeczy, które wydają mi się interesujące do interpretacji muzycznej lub gestycznej. To buduje paletę działań, podobnie jak kiedyś operowałam paletą brzmień; skalę dźwięków zastąpiła skala audiowizualna.

Marta Śniady


Na materiał muzyczny w partiach instrumentalnych składa się kilka prostych, subtelnych figur czy motywów, których znaczenie odgadujemy w kontekście obrazu. Ruchy perkusistek (wśród polskich wykonań znajdziemy sugestywną interpretację Anny Rutkowskiej i Julianny Kamili Siedler-Smugi z Dalbergia Duo) nie tylko przynoszą interesujący efekt dźwiękowy, ale także imitują znane nam z salonów piękności gesty masażu ciała, pielęgnacji twarzy czy nakładania makijażu. Powracanie tych samych elementów w równych konfiguracjach, a w końcu ich nawarstwianie i przyśpieszenie tempa zmian zdają się mówić o chorobliwości tego zjawiska. Z kolei pojawiające się w niemal bezdźwięcznej kulminacji fragmenty czarno-białych nagrań zespołu Reg Kehoe and his Marimba Queensz lat 40. XX wieku i bardziej współczesnych reklam pełnych nagich ramion i wystudiowanych uśmiechów – uświadamiają jego skalę.

Jagoda Szmytka w swojej muzyce czerpie pełnymi garściami z życia i własnych doświadczeń – nie ukrywając przy tym, że przebiega ono przede wszystkim w sferze wirtualnej. Głównym tematem Limbo Lander, multimedialnej kompozycji, którą autorka określa jako „teatr muzyczny z rozszerzeniem w mediach społecznościowych” jest komunikacja w świecie rzeczywistym oraz wirtualnym. Problem ten ma charakter ogólny, uniwersalny, ale w przypadku tego utworu odnosi się do bardzo konkretnych sytuacji komponowania, okresu intensywnej wymiany korespondencji z wykonawcami, ale też komentarzy i materiałów nadesłanych przez internautów.


Szmytka interesuje się społecznym fenomenem muzyki jako pracy zespołowej, w której dochodzi do konfliktów, starć i nieporozumień komunikacyjnych. Wokół tej tematyki zbudowany jest koncept utworu Limbo Lander (2014). Szmytka wciąga wykonawców w swoistą psychodramę, jako materiał kompozycji wykorzystuje wypowiedziane przez nich zdania, spontaniczne reakcje. Nie unika sytuacji konfliktowych, które doprowadzają do kryzysu w zespole, a nawet do buntów. 

Monika Pasiecznik


Do real life song, fragmentu Limbo Lander, Szmytka tekst stworzyła sama. Partia głosu – za pomocą różnego rodzaju efektów, zwielokrotnień i przesterowań – jest jednak tak zniekształcona, że często nie jesteśmy w stanie nawet odróżnić jej od warstwy czysto elektronicznej, nie mówiąc o rozpoznaniu konkretnych słów czy sensu zdań. Jedyne co pozostaje wyraźne, to skandowany, choć nie zawsze oczywisty rytm i kosmiczne, komputerowe brzmienia. Z tej odrealnionej i groteskowo-trywialnej masy dźwięku przebijają czasami znajome, czyste brzmienia sopranu lub chropowate, napowietrzone dźwięki instrumentów dętych. W muzyce odczytywać można – za Barbarą Bogunią – tematy „tożsamości (człowieka, lecz także instrumentu) i trudności w jej zdefiniowaniu wobec konfliktu między tym, co realne i wirtualne, pluralizmu postaw estetycznych i możliwych kontekstów, ciągłego napływu nowych informacji w wiecznie zmieniającej się i zglobalizowanej rzeczywistości”.

O przenikaniu się światów rzeczywistego i wirtualnego mówi także utwór Parallels Cezarego Duchnowskiego, wykonany w 2016 roku przez członków Spółdzielni Muzycznej contemporary ensemble. Kompozytor w nocie przytacza fragment Burzy Williama Shakespeare’a. Słowa starego Prospero, mówiącego młodym, zakochanym w sobie Ferdynandzie i Mirandzie o kruchości i ulotności ludzkiego istnienia – „Jesteśmy surowcem, z którego sny się wyrabia, a życie to chwila jawy między dwoma snami” – zestawione są z własną refleksją twórcy:


Jak często doświadczamy równoległych rzeczywistości.
Czasami biegną niezależnie, własnym rytmem, czasami splątane z innymi wymiarami plotą warkocz naszego poplątanego życia. Ilekroć wciąga i zniewala mnie nowy nurt, czuję powiew wolności, bo umiera jawa.

Cezary Duchnowski


Podwójność i rozwarstwienie słychać w muzyce od pierwszych nut: czy to w niezgodności perkusyjnych rytmów, czy też w różnicowaniu płaszczyzn harmonicznych, jednej w stroju równomiernie temperowanym (partia fortepianu) oraz drugiej, bogatej w mikrotony i wykonywanej na keyboardzie. Podobna faktura, rejestr i arabeskowy charakter w obu instrumentach klawiszowych sprawia, że ich brzmienia stapiają się ze sobą – tworząc sugestię dwóch pod pewnymi względami odmiennych, niedopasowanych, ale przenikających się, półprzeźroczystych względem siebie światów. Słodki, subtelny, bajkowy klimat początku utworu przechodzi rozmaite transformacje, by przepotwarzyć się w coś zupełnie odmiennego. Chaos zaczyna dominować nad pozorem harmonii. Muzyczny nieład, hałas, ludzki krzyk, ryk dzikich zwierząt – zakończenie utworu pozostawia nas z poczuciem niepokoju. 

Karolina Dąbek